czwartek, 24 października 2024

 Pod niebieskimi baldachami nieskończonego błękitu,

kiełkuje myśl pełna zachwytu.

W błękitnej toni zanurza korzenie,

Nie śpi, nie mówi, nie je.

Oczarowana patrzy na czerwone słońce,

wielkie i gorące.

W jego promieniach pragnie się spalić,

niczego nie chcąc ocalić.

Życzenie staje się rozkazem.

W wiecznym płomieniu spojeni,

goreją na zawsze razem,

Pan i jeden z jego cieni.

20.08.2024 r.

 I Bóg do mnie rzekł:

"Jesteś moja na zawsze".

I porwał mnie w przestworza i w stany nieważkości.

A potem delikatnie odstawił mnie na ziemię i powiedział:

"Uczyń ją swoją przystanią".

I tak uczyniłam.

03.01.2024 r.



niedziela, 25 października 2020

Patrzę na zewnętrzny świat.
Stoję naprzeciw Was.
Jesteś Ty i jestem Ja.

Mam zatkane usta i napięte ciało.
Zaciśnięte pięści wypchane plastikową pałą.
Nienawidzę.
Patrzę na Was i nic nie widzę.
Warczę, jak zwierzę zaszczute, zranione.
Walczę o to, co mi przyrodzone.

Nie zabierzesz mi już nic!

Zauważam jak powietrze przepływa przez moje rozszerzone nozdrza.

Nie zabierzesz mi już nic!

Nagle czuję jak wpływa we mnie ulga, a wraz z nią uwaga i troska.

Nie zabierzesz mi już nic.

Głaszczę moje rozszalałe ciało.

Nie zabierzesz mi już nic.

Czuję, że mam wszystko, a nie wciąż za mało.

Widzę Cię, widzę Was.

Co mogę Ci dać?

Wiem, że boisz się tak, jak Ja.

Co mogę Ci dać?

Kochasz władzę? To strach. I ja go znam.

Co mogę Ci dać?

Bo cierpię, kiedy widzę tak rozdarty świat.

Co mogę Ci dać?

Rozluźniam dłonie, opada bezwładna pała.
Stoję mocna i wyprostowana.
Idziesz w moim kierunku,
nie wiem jakie masz zamiary.
Oddycham piersią pełną wiary.
Moje usta drażni mroźne powietrze.
Co mogę Ci dać? Bo wszystko mam.
Odwagę mam i prawdę mam.
Bo jestem jak kropla, która drąży skały,
która współczuje, a nie lekceważy.
A za mną piętrzy się wielka fala, ocean ludzkich marzeń.
Już nie czeka, rozsadza horyzont zdarzeń. 

środa, 22 lipca 2020

Miłość matki otwiera wrota nieograniczonych możliwości.
Jej otwarte i rozumiejące ramiona są jak siedmiomilowe buty.
Jej uważne i widzące spojrzenie to okna na wewnętrzny i zewnętrzny świat, to wiadomość "ja jestem".
Jej stanowczość jest jak dobrze wyważony, sterowny okręt.
Jej deliktany i spokojny dotyk to opatrunek dla cierpiącej duszy i obolałego ciała.
Bezpieczny dom będący emanacją matczynej miłości to przyczółek odważnych eksploracji i śmiałego dialogu ze światem.
Jej cierpliwość to największa nagroda dla obojga. 18.06.20 r.

sobota, 30 maja 2020

Jak brzmi moja konstytucja?

Każdy mój krok wybrzmiewa osobistą historię.
Każdy ruch dłoni, skręt karku, skinienie głowy to opowieść o mojej drodze.

Na moich barkach drzemie wstyd,
drapie mnie boleśnie w kark, gdy chcę wyprostować plecy, podnieść głowę.

Opór trzyma mnie za ramiona,
tańczy ze mną taniec pełen przemocy, narzucając rytm.

Kiedy widzę obcą twarz opuszczam wzrok - za rzęsy ciągnie mnie strach.

Kiedy się uśmiecham smutek podciąga kąciki moich ust.

Moja klatka piersiowa zapada się od ciężaru wbitej w nią pięści.

W moim brzuchu na wylot przebita dziura mówi cicho, kurcząc się  "To przecież ja".

Moja miednica wyrywa się do przodu prezentując agresywnie swoją pustkę.

Zesztywniałe nogi człapią ze starczą powolnością, jedna za drugą.


Ale kiedy na Was patrzę, gdy się rozglądam, moje oczy po prostu są.
Kiedy patrzy ten kto rozumie i strach i wstyd i opór i agresja i ociężałość i niemiłość śpią.
On szepcze mi do ucha: "To Ty. To nie zaświaty. To krew z krwi, ciało z ciała. To TY. Przyjmij mnie. Kocham Cię. TO TY."

To Ja.